Dziś przed południem poznaliśmy przyczyny katastrofy według raportu MAK.
Zostawię kwestię alkoholową, presji psychicznej, i innych błędów strony polskiej. Interesuje mnie ten punkt raportu:
"6. Obsługa naziemna lotniska oraz urządzenia naprowadzające działały bez zarzutu i nie przyczyniły się do katastrofy."
Dzisiaj podczas konferencji prasowej, strona rosyjska skrzętnie omijała pytania dotyczące wierzy kontrolnej i samych kontrolerów. Padło pytanie do kogo i w jakim celu dzwonił jeden z kontrolerów. Kwestią dosyć istotną, moim zdaniem, jest przygotowanie lotniska do lądowania samolotu oraz stan samych kontrolerów. Strona rosyjska zapewniła o trzeźwości kontrolerów. Przed objęciem zmiany przechodzili oni rutynowe badanie medyczne. A ja zadam przekornie pytanie: a badał ich ktoś po wypadku? Dlaczego na ten temat, nie ma informacji?
Kolejna kwestia, dlaczego nie mozemy poznać treści rozmów które odbywały się w wiezy? Strona rosyjska twierdzi, ze nie byli oni poddani naciskom. Co innego mówił pan Edmund Klich, który pytał co oznaczać mają słowa: "No tak powiedzieli, cholera sprowadzać, na razie."
Mam nieodparte wrazenie, ze dowiedzielismy się półprawdę.
Nie rozumiem, takze dlaczego piloci nie podrywali samolotu kiedy przez kilka sekund pojawiala sie informacja, nakazująca to działanie. Byli samobójcami ? Czy aż tak presja psychiczna była silna, ze zdając sobie sprawę z konsekwencji dalszego znizania maszyny, nie uruchomiło się zachowanie instynktowne dotyczące własnego przezycia ?
Wszystko owiane jest smoleńską mgłą i zapewne jeszcze przez wiele lat nie dowiemy się 100%-ej prawdy czyja, gdzie i w którym momencie była wina. Bo nie wierze, w to, ze wina leży tylko po naszej stronie.
Nic nigdy nie jest czarne na białym..


Obsługa lotniska w typowy dla Rosjan sposób umyła ręce. Niby nie mieli obowiązku zakazać lądowania (to jest dyskusyjne - rosyjskie przepisy i interpretacje w tym względzie są mętne) ale powinni to zrobić. Tyle że się bali. Nie wiedzieli czy zakaz lądowania samolotu z Polskim Prezydentem wzbudzi u ich przełożonych uznanie czy gniew. Nie wiedzieli więc spychali odpowiedzialność na Polską załogę. A MAK to teraz przyklepuje.
A piloci nie podrywali samolotu mimo ostrzeżeń bo... wiedzieli że ostrzeżenia muszą być. Wiedzieli że są poniżej minimum. Ale spodziewali się lada moment ujrzeć pas lotniska. To dosyć typowe - prawdopodobnie wiele razy lądowali w złych warunkach i zawsze się udawało. Byli pewni, że tym razem będzie tak samo. Tylko że zeszło się kilka niekorzystnych czynników: jar, zły wysokościomierz, gęsta mgła...
"Nic nigdy nie jest czarne na białym..."
Ano własnie :(